Platamónas (Πλαταμώνας) to niewielka miejscowość znajdująca na trasie Saloniki – Ateny, 38 km od Katerini (Κατερίνη) w stronę Larisy (Λάρισα). Sama miejscowość nie wydaje się szczególnie interesująca. Niewątpliwie jej zaletą jest położenie – na Riwierze Olimpijskiej, u podnóża gór i nad samym morzem. W dodatku w pobliżu mitycznej siedziby bogów. Jednak, jest tam jeszcze coś, dla czego warto się zatrzymać i odwiedzić to miejsce.
Zamek Platamon jest jednym z bizantyjskich miast fortyfikowanych, wybudowanych w X-XI w. w miejscach, które naturalnie ułatwiały obronę przed najeźdźcą. Rzeczywiście, żeby odwiedzić zamek trzeba się wdrapać na wysokie wzgórze, od strony morza zupełnie niedostępne ze względu na ostre, postrzępione skały.
Mury obronne zamku nie zostały zniszczone przez Turków, co spotkało inne fortyfikacje bizantyjskie w Grecji. Przeciwnie, Turcy je umocnili i wykorzystali do obrony, głównie przed piratami. Na mury można się wdrapać po trochę zniszczonych i niezbyt bezpiecznych, wąskich schodach, ale warto, bo widok zapiera dech w piersiach. Błękine morze, jasna, czysta plaża, zatoczki i dostojne góry.
Jedyną dobrze zachowaną budowlą w zamku jest cytadela, do której, niestety, nie można wejść ze względu na prace remontowe. Poza tym znajdują się tam jeszcze dosyć dobrze opisane ruiny dwóch kościołów i kilku zabudowań mieszkalnych.
Latem na zamku odbywają się różnego rodzaju koncerty i inne imprezy kulturalne. Poza sezonem można tam odpocząć, bo nie ma wielu zwiedzających. Można usiąść w cieniu drzew, napawać się ciszą i wyobrażać sobie, jak żyli ludzie w czasach Cesarstwa Bizantyjskiego.
Mieszkańcy chronią się przed zimnem, które wdziera się do domu przez nieszczelne okna, spuszczając rolety i przezroczystą, grubą folię plastikową. Rolki z folią są zwykle zamontowane na balkonie, żeby osłonić stojące tam rośliny doniczkowe oraz stoły, krzesła i leżaki, które normalnie służą do popołudniowego relaksu.
Wiatr przynosi ze sobą też coś pozytywnego – przepiękny widok. Zwykle owiane lekką mgiełką Saloniki i otaczające je góry stają się wyraźne, biało-zielono-niebieskie, a o zachodzie słońca emanują różowo-czerwonym blaskiem.
A morze? Morze jest wreszcie prawdziwie morskie, poprzecinane białymi, spienionymi falami.Palmy i okrągłe wieżyczki jakiegoś całkiem współczesnego budynku, a wszystko na tle szaro-błękitnego morza i gór, u podnóża których skupiły się malutkie jak pudełka od zapałek budynki. To Saloniki – białe, z rzadka poprzetykane zielenią domy i port z potężnymi dźwigami, statkami i barkami. Dzisiaj wszystko jest zamglone i poszarzałe.
Taki mam teraz widok z balkonu.
Przerwa w pisaniu wynikała ze zmiany mieszkania. Grecka firma telekomunikacyjna niespiesznie podłączyła nam telefon i Internet z tygodniowym opóźnieniem.
Ale zmiana korzystna, wcześniej widziałam tylko kościół i palmy, bez morza.W tygielku podgrzewamy wodę – ilość należy odmierzyć filiżanką oraz kawę – tyle łyżeczek ile filiżanek wody. Należy poczekać aż woda z kawą się zagotuje potem zamieszać i wlewać do filiżanek. Kawa po grecku może być σκέττο (skétto – bez cukru), μέτριο (métrio – lekko słodka), γλυκό (glikó – bardzo słodka). Cukier wsypuje się do tygielka już przy podgrzewaniu.
Nie można zapomnieć o podaniu czystej, niegazowanej wody, kiedy będziemy częstować kawą po grecku.
Rekordziści potrafią siedzieć nad jedną filiżanką kawy nawet 5-6 godzin. Oczywiście tylko w miłym towarzystwie, prowadząc pasjonującą, zabawną, błyskotliwą rozmowę.wtorek, 16 marca 2010
Licznik odwiedzin: 17347
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:
Grecja, podróże, pasje.